Susiec

Wieś powiatu tomaszowskiego województwa, obejmująca skrajne tereny północno-wschodniej części Puszczy Solskiej. Dokonano tutaj odkrycia śladów życia z I tysiąclecia n.e. Nazwa wsi pochodzi od słowa suszec- suchy, piaszczysty.

W XVIII w prężnie rozwijał się tu przemysł metalurgiczny i szklany. W czasie wojny ludność w wyniku ciężkich warunków życia głównie utrzymywała się z przemytu. W czasie II Wojny Światowej Susiec był miejscem licznych walk.

Galeria


Tanew

Rzeka usytuowana w południowo-wschodniej części kraju opływająca tereny Roztocza Wschodniego. Jej długość to 113km. Swój początek Tanew posiada na bagnistych terenach Roztocza Południowego w pobliżu Starej Huty. Opuszczając Roztocze wpływa na tereny Puszczy Solskiej. Następnie przyjmuje kolejno dopływy: w Suścu rzekę Jeleń, Wirową, Sopot i Szum, w okolicy Janowa Ładę. Swój bieg kończy wpływając do Sanu w Ulanowie.

Tereny przez które przepływa Tanew są chętnie odwiedzane przez turystów zwłaszcza latem, kiedy można wybrać się na spływ kajakowy.  Oczywiście nie może tu zabraknąć wędkarzy, a także fotografów i sympatyków roztoczańskiej flory i fauny. Tereny przez które przepływa Tanew objęte są ochroną rezerwatu "nad Tanwią".

Galeria


Jesienne Roztocze na piechotę

Mapka oraz profil prezentowanej trasy znajduje się tutaj: www.runmyroute.com/UserRoutes/Details/62047

Tym razem pomysł wycieczki narodził się nagle. Tuż po późnym śniadaniu dopadło mnie dobrze znane uczucie. Impuls pojawiający się znikąd, który w jednej chwili powoduje, że po prostu trzeba iść przed siebie. Jeszcze nie wiedziałem dokąd pójdę, ale już miałem przeczucie (graniczące z pewnością), że nie skończy się na spacerze po najbliższej okolicy. Pewnie dlatego, że włóczęga po Roztoczu to jedno z moich ulubionych zajęć.

Ciemne chmury na niebie, mżawka, silny wiatr oraz temperatura ok. +6 stopni nie zachęcały do długich wycieczek. Przełom października i listopada to czas kiedy dni są krótkie, a gruba kołdra z chmur potrafi zabrać resztki światła już koło siedemnastej. Z doświadczenia wiem, że przy takiej pogodzie nie ma co dźwigać butelek z wodą, dlatego też postanowiłem pójść bez plecaka. Wystarczą sprawdzone buty i kilka groszy w kieszeni. W  głowie mam już pomysł na drogę. Wyruszyłem chwilę przed godziną 11 z Lipowca. Najpierw do krzyżówki, a następnie drogą z płyt koło szkoły (Pd-W). Teraz to jest wygodne podejście „płytówką” stromo w górę  – wygodne, bo jeszcze kilka lat temu ta droga była usłana kamieniami, a po deszczu potrafiła zmienić się w grzęzawisko. Pierwszy raz dzisiaj pojawiają się Widoki – celowo przez wielkie „W”. Poza dywanem utworzonym z lasów widać Lipowiec i Kajetanówkę. Przy dobrej pogodzie pewnie i okolice Frampola – ale to nie jest ten dzień . Po chwili byłem w lesie i szedłem piaszczystą drogą. Wiem, że latem nie jest zbyt wygodna, ale teraz to prawdziwa autostrada dla piechura – coś jak plaża w okolicach Ustki.  Widać sporo zdrowych podgrzybków, wiatr już nie dokuczał, a zapach sosnowego lasu był bardzo intensywny. W miejscu gdzie las przecina linia WN skręciłem w lewo i wspiąłem się na piaszczystą górkę. Dalej las się zmienia. Jest więcej drzew liściastych. Miejscami droga przypomina czerwony dywan – można poczuć się jak prawdziwa gwiazda. Kierowałem się w stronę Zwierzyńca, ale nie było zbyt wygodnie. Mała nagroda, kanie. Dawno ich nie widziałem, a tu proszę, kilkanaście w jednym miejscu. Zarośla w buczynowym lesie były bardzo mokre, a przemoczone ubranie to nie jest dobra rzecz przy takich temperaturach, dlatego mimo sporej różnicy  wzniesień zmieniłem plan i poszedłem w kierunku DW 858. Może i asfalt nie jest tak interesujący, ale ma swoje zalety. Na przykład to, że po drugiej stronie drogi jest Roztoczański Park Narodowy. Tak docieram do Zwierzyńca. Ech, Zwierzyniec, mekka miłośników dobrych lodów, letnich kąpieli i kina na świeżym powietrzu. Może niedługo będzie można do tej listy dopisać miłośników piwa z lokalnych browarów? Naprawdę trzymam kciuki za sukces wszystkiego co przysłuży się promocji i rozwojowi tych stron.

Tu robię szybkie zakupy - paluszki smakują wybornie, a ponieważ dzień będzie krótki to bez zbędnej zwłoki ruszam dalej w kierunku stawów Echo. Od siedziby RPN do kolejnego przystanku na tarasie widokowym nie spotykam nikogo. Latem jest to sytuacja niewyobrażalna. Chwilę na tarasie spędzam na stojąco, bo mimo przejścia ponad 11 km nie zaryzykuję siadania na nasiąkniętych wodą drewnianych ławkach. Naliczyłem stąd 28 łabędzi. Pewnie zaraz odlecą do cieplejszych miejsc i zrobi się już całkiem pusto. Dalej poszedłem do Soch. Trzymałem się teraz czerwonego szlaku krawędziowego dlatego z asfaltu skręcam w lewo. W otoczeniu lasów sosnowych dotarłem do Linii HS. Tuż przed przejazdem kolejowym  wybieram drogę w prawo. Trochę po piasku, trochę po błocie: przez najbliższe 4 km towarzyszyć mi będą tory i niesamowite widoki. Roztocze w całej swojej okazałości, czyli ogromne połacie lasów (w tym RPN), a pomiędzy nimi paski pól tworzące różnokolorowe mozaiki. Gdzieniegdzie widać też samotne, zazwyczaj zdziczałe drzewa owocowe lub orzechy włoskie. Wszystko na nieco pofalowanym terenie. Chwilę po tym jak przeszedłem przez Szozdy, na krótko pojawiło się słońce. Przebiło się przez chmury i nareszcie zrobiło się jaśniej i przyjemniej. Kilkaset metrów po minięciu wiaduktu łączącego pola po obu stronach LHS skręciłem w prawo. Po krótkim podejściu moim oczom ukazała się panorama Tereszpola, a za nim wyglądające teraz jak morze lasy Puszczy Solskiej. Gdyby się uprzeć, idąc lasami można dojść aż do Wisły w okolice ujścia Sanu lub w przeciwnym kierunku aż do Lwowa. Właśnie od oglądania takich widoków rodzą się przemyślenia o fantastycznych wyprawach. Ale... może innym razem. Teraz musiałem się skupić na drodze, a nie pogrążać w marzeniach, bo pod nogami pojawiło się prawdziwe błotnisko. Chciałem dotrzeć na wzgórze Polak, a to po deszczu nie było łatwe zadanie. Większość trasy wiodła polnymi drogami. Dwa razy próbowałem skrócić sobie marsz idąc miedzami, ale to był kiepski pomysł. W końcu, już bliżej celu, pogubiłem się we mgle. Na swoje własne usprawiedliwienie przypomniałem sobie, że poprzednio byłem tu jakieś 13 lat temu. Ostatecznie znalazłem pomnik upamiętniający jedną z bitew powstania styczniowego na wzgórzu Polak. Historia historią, a mnie ucieszyło to, że w tym miejscu są zadaszone altany z suchymi ławkami, a nawet miejsca na ognisko. Nareszcie mogłem sobie usiąść, chwilę odpocząć i beztrosko podziwiać widoki. W nogach miałem już ponad 21 km w jednym kawałku po trudnym terenie, więc dziesięć minut przerwy bardzo się przydało. Obserwowałem jak wiatr nagle zmienił się w mojego sprzymierzeńca i teraz pracował, aby przegonić mgłę, która dzisiaj pojawiała się i znikała według własnego uznania. Chwilę później zobaczyłem kolejny cel, czyli stację benzynową w Panasówce. Końcówka wycieczki biegła leśnymi i polnymi drogami, które doskonale znam. Pewnie z tego powodu na chwilę całkiem się wyłączyłem. Nasunęła mi się myśl, że tego dnia - mimo licznych tropów - nie licząc ptaków, nie spotkałem nawet jednego zwierzaka. To w tej okolicy jest naprawdę dziwne. Z zamyślenia wyrwał mnie głośny szelest. Było już niewiele światła, ale w tej szarówce zobaczyłem kilka łani. Przebiegły w niewielkiej odległości ode mnie i skierowały się w stronę Góry Kamienicy. Jak na zawołanie! Ciekawe, że momentami przedzierałem się przez naprawdę odludne miejsca, a  spotkanie z sarenkami miało miejsce zaledwie 200m od zabudowań Lipowca.

Po 27 km oraz pięciu i półgodzinie marszu czułem się bardzo zrelaksowany i coś tak jakby szczęśliwy. Może to uwiodła mnie magia Roztocza, może to tylko dobrze przewietrzona głowa, może jakieś endorfiny, a może coś innego. Nieważne. Chwilo trwaj!